Blog o wszystkim co w świecie słychać - a nawet jeszcze więcej.
sobota, 15 lutego 2014

Geneza"Bo wcześniej czy później wszyscy będziemy musieli stawić czoła wieczności." - To ostatnie zdanie napisane w powieści może nam nieco przybliżyć jej tematykę. Fontanna/Źródło wiecznej młodości, boski nektar, magiczne atrybuty, zaklęcia - w każdej kulturze dopatrzeć możemy się jednego i tego samego marzenia - nieśmiertelności.

Naukowcom w końcu się udało - w tajemnicy przed światem dorasta już pierwszy Homo Immortalis, czyli człowiek nieśmiertelny. Pia jest doskonała; nie tylko nie będzie się starzeć, ale jest odporna na wszelakie choroby i trucizny, do tego ma pamięć o jakiej zwykły człowiek mógłby sobie jedynie pomarzyć. Coś niesamowitego, prawda?

 I tak. I nie - każdy medal ma w końcu dwie strony. Począwszy od tego, że główna bohaterka wychowuje w odosobnieniu nie mając pojęcia o otaczającym ją świecie, to jeszcze zdaje sobie sprawę, że będzie musiała patrzeć, jak jej bliscy będą po kolei odchodzić, chyba że spełni swoje marzenie i stworzy sobie nieśmiertelnych towarzyszy.

 

Książka stawia wiele fundamentalnych pytań, które dręczą ludzi już od wieków. Ludzi, którzy bojąc się śmierci, a raczej tego co po niej, marzyli o nieskończoności za życia. Ile będą w stanie poświęcić dla wieczności? Jak daleko posuną się w zabawie w Boga?  

Geneza

W tajnym laboratorium, ukrytym w amazońskiej dżunglii, naukowcy stworzyli pierwszego nieśmiertelnego człowieka, istotę, niemalże doskonałą, która ma dać szansę ludzkości na lepsze życie. I do szesnastych urodzin Pii wszystko układa się... no, cóż idealnie. Jednak dziewczyna zapragnęła zobaczyć świat zza szklanych ścian swojego domu i kożystając z okazji i wymyka się do dżungli, w której spotka chłopaka z pobliskiej wioski. Czy Eio zdoła ją przekonać, że prawdziwe piękno wcale nie tkwi w idealnej doskonałości? 



piątek, 24 stycznia 2014

A oto już drugi post z serii "Chcę więcej"

Chcę więcej!

 

A oto kilka moich propozycji, po co można sięgnąć po lekturze "52 powody dla których nienawidzę mojego ojca":

  • "Wybrani", C.J. Daugherty - Allie po raz kolejny wpadła w kłopoty - zdaniem jej rodziców o ten raz za dużo. Dziewczyna trafia do szkoły z internatem, a wtedy wszystko zaczyna się komplikować... kłamstwa i tajemnice jej rodziny zaczynają układać w wielki stos, który w końcu ją przygniecie.
  • "Wyścig śmierci", Maggie Stiefvater - od samego początku Kate "Puck" Connoly wszyscy dookoła powtarzają, że nie ma szans na zwycięstwo i w corocznym Wyścigu Skorpiona będzie jedną z pierwszych ofiar...
  • "Buszujący w zbożu", Jerome David Salinger - razem z Holdenem udaj się w tajemniczą podróż poszukując granic ludzkiej głupoty i zakłamania.
  • "Trafny wybór, J.K. Rowling - to nazwisko znają chyba wszyscy. Autorka Harrego Pottera tym razem uderzyła w zupełnie inne tony pisząc swoją pierwszą powieść dla dorosłych przypominając, że każdy człowiek czegoś się boi, czegoś nienawidzi i coś kocha - a wszystko inne to tylko gra pozorów. 



czwartek, 23 stycznia 2014

Cóż, może jednak 52 powodów nie znajdę, ale kilka na pewno. Jak na swój gatunek może zadowolić i językiem, i humorem - niestety, ale szoku z powodu zakończenia nie można się spodziewać. Czy nie jest tak jednak w większości romansów? Niestety tak. Dlaczego więc tak chętnie po nie sięgamy?

52 powody

Może dlatego, że zawsze kończą się happyendem, a wyjątki tylko potwierdzają regułę? To wydaje mi się jedynym sensownym powodem - wyobraźmy sobie deszczowe popołudnie, deficyt czekolady i podły nastrój. Co wtedy najlepiej zrobić? Sięgnąć po taką właśnie książkę. Nie uraczymy w niej napięcia - co w takiej sytuacji jest plusem, poza tym mają jednak swoją magię... rozśmieszyć potrafi nawet najbardziej such z sucharów! :) 

 

Jak już zapewne zdążyliście się domyśleć, to historia kopciuszka opowiedziana od tyłu - główna bohaterka zasługuje na miano współczesnej księżniczki; ma najmodniejsze ciuchy, całą świtę służby, flotę jachtów i najdroższych aut... no, może nie do końca ona, ale jej tatuś, za którym zresztą nie przepada. Dlaczego?

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu - to jedno zdanie streszcza stosunki w rodzinie Larrabee. Sztab specjalistów ciężko pracuje, aby rodzina Lexi wypadła w oczach przeciętnych zjadaczy chleba. Ale jaka jest prawda? Z pięciorga rodzeństwa Lexi za kogoś więcej niż tylko kogoś z rodziny Larrabee uznaje starszego brata, z resztą po prostu nie ma kontaktu, każdy żyje swoim życiem. A rodzice? Matka umarła, kiedy dziewczyna była malutka, więc nawet jej nie pamięta a z ojcem i jego coraz to nowszymi żonami spędza czas tylko wtedy, kiedy w pobliżu są paparazzi i obecność córeczki może poprawić jego wizerunek - show must go on! 

Lexi chce uciec od "rodziny" i z przyjaciółmi wyruszyć w świat. Ale czy księżniczka wychowywana w luksusie zrezygnuje z rodzinnego majątku? Nie. Czeka na 25 milionów dolarów, które dostanie ze swojego funduszu powierniczego w dniu osiemnastych urodzin. Ale oczywiście, coś musi pójść nie tak... i to mocno.

Jeżeli połączy się rzucenie przez chłopaka, sporo drinków na pocieszenie, niemożliwie drogie auto  i umiejętności Lexi na drodze wypadek mamy gotowy. I chociaż nikomu nic się nie stało, ucierpiał bezcenny wizerunek wizerunek rodziny i Lexi musi ponieść karę...

...a nawet 52 kary przez 52 tygodnie. Co tydzień inna, ciężka praca; czy to odkrywanie jak działa odkurzacz podczas sprzątania u jednej z amerykańskich rodzin, ustawianie dziesiątek puszek i jogurcików w supermarkecie czy wydawanie tacos w fastfoodzie. Czy Lexi będzie chciała to zrobić? Oczywiście, że nie, ale ma 25 milionów szeleszczących powodów, żeby wziąć się do roboty.

A w tym samym czasie wszyscy wokół zaczynają obstawiać, po ilu pracach dziewczyna się podda, albo co  zawali.


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Lament. Intryga królowej elfówTak, już sam tytuł Wam podpowie, że książka nie należy do moich ulubionych. Dlaczego? Mogę podać całkiem sporą listę:

-szablonowi bohaterowie,

- zero jakiegokolwiek zaskoczenia, 

- nudne i boleśnie przewidywalne zakończenie,

- wkradał się idiotyczny trójkącik miłosny,

 

Wymieniać dalej? Nie ma sprawy;) 

- zmarnowanie pięknego tematu irlandzkich legend, 

- język powieści nie powalał, jak dla mnie sporo do życzenia zostawiało prowadzenie narracji,

- "pogubione wątki" - coś się zaczyna, a potem nagle, powiedziałabym wręcz magicznie znika.

 

Wszystko ma jednak swoje jasne, czy jeśli wolicie dobre strony - tak książka nie jest od tej reguły wyjątkiem. Na pewno nieco magii między kolejnymi stronami dodawały krótkie fragmenciki irlandzkich ballad. Poza tym, coś w sobie miał James - drugoplanowa postać i tym samym najlepszy przyjaciel głównej bohaterki. Jako jedyny wydał mi się prawdziwy, może trochę przesłodzony - ale na tle reszty i tak dobrze wypadł. Z jednej strony ciepły i wyluzowany za razem, z drugiej jednak dzięki ciętemu językowi dodawał sporo uroku nawet najczarniejszym godzinom. Dobrze, teraz nieco o głównych postaciach:

 

Czymże jest właściwie muzyka? Według głównej bohaterki to sekwencja harmonijnie ułożonych dźwięków. Każde, najmniejsze szarpnięcie strun było wcześniej przećwiczone - improwizacja to tylko strata czasu i nerwów.

A właśnie, nerwów... Deirdre wie o tym aż za dużo. Ostatnie chwile przed recitalem jak zwykle spędzała nad ubikacją, zamiast na rozgrzewkach czy ćwiczeniach. I kiedy tak pewnego razu pochyla się nad muszlą, na ratunek na białym przybywa jej koniu przybywa chłopak ze snów. Sprawia, że Deirdre zaczyna inaczej postrzegać to, co robiła wcześniej i w końcu rozumie, że to wcale nie palce pieszczą struny, lecz właśnie ich melodia duszę. I nagle, w jednej chwili nudne hobby zmienia się w pasję.

Lecz kim jest chłopak, którego dotąd spotykała tylko w sennej marze? I chociaż zdaje sobie sprawę, że Luke zdecydowanie odbiega od wszelkich kanonów normalności postanawia zaryzykować. 

 

A poniżej jedna z niespodzianek, które już wcześniej obiecałam - pierwsza edycja "Chcę więcej!" - będą to propozycje książek, które mogą nieco przypominać tą zrecenzowaną przez wspólne elementy, na przykład podobieństwa w całej fabule:

Chcę więcej!

 

Masz ochotę na więcej ze świata elfów? Jeżeli tak, rusz razem z Meghan Chase do Nevernever i poznaj bliżej te piękne, tajemnicze, a za razem tak okrutne i przebiegłe istoty. ("Żelazny król" Julie  Kagawa)

Czy urzekła cię dziewczyna posiadająca niezwykłe zdolności? Julia jeszcze nie wie, czy jej moce to przekleństwo, czy w ręcz przeciwnie - największy dar i jej siła. Rusz razem z nią przez okrutny świat, w który zapomniał już co to znaczy wrażliwość. ("Dotyk Julii" Tahereh Mafi).

A może to Luke zdobył Twoje serce? Jeżeli tak, to przypadnie Ci do gustu historia o grzecznej dziewczynce i bardzo niegrzecznym chłopcu z sennych koszmarów... Poznaj opowieść o dziewczynie, która kochała muzykę ponad wszystko. ("Strąceni" Gwen Hayes).   

 

Jest też inna opcja - można sięgnąć po kontynuację już dostępną na rynku. Czy ja sama po nią sięgnę? Chyba tak, skoro tym razem to James będzie głównym bohaterem może być naprawdę ciekawa;) Lament cz. 2

niedziela, 19 stycznia 2014

Upadające królestwa Widząc tą okładkę myślałam, że natknę się w książce na kogoś pokroju asasyna - postać na okładce łudząco kogoś takiego przypomina - niestety, żaden Ezio się nie pojawił - i to był chyba jedyny zawód dotyczący "Upadających królestw".

Mytica - wędrówka przez góry

Im więcej czytam książek, tym bardziej uważam na debiuty, bo czytając nieraz myślę o tym, że "czego brakuje"- i chociaż cała fabuła, czy bohaterowie są świetni, takie niedopracowania chociażby w narracji czy przydługie opisy mogą odjąć książce sporo punktów. Wpisując w Google "Morgan Rhodes" zobaczyłam, że wszystkie wyniki dotyczą jednej jedynej książki, więc od razu pomyślałam, że to pierwsza książka tej autorki - i tu po będzie morał - warto jednak dobrze sprawdzić stronę autora, bo tam gdzieś małym druczkiem można znaleźć, że "Morgan Rhodes" to jedynie pseudonim szerzej znanej pod nazwiskiem  Michelle Rowen - autorki przeróżnej maści romansów, fantasy czy science-fiction. Dobrze, teraz przejdę to tej ciekawszej części, czyli nieco o książce:

 

Pomijając moje ubolewanie nad tym, że asasynów niestety w lekturze brak, nie ma wielu rzeczy, do których mogłabym się przyczepić. Na prawdę niewiele brakowało, a przyznałabym dziesiątkę, a odkąd mam konto na LC zrobiłam to chyba tylko raz czy dwa. Już samym stylem autorka zdobyła moje serce, pani Rhodes ma już świetnie wypracowany warsztat i to czuć. Kiedy w jednej z zapowiedzi przeczytałam, że będzie to historia min. o księżniczce Cleo i następcy tronu wrogiego królestwa Magnusie, byłam już niemalże pewna, że tą dwójkę coś prędzej połączy i będziemy mieli kolejne ociekające słodyczą love story z wojną w tle. A tu na szczęście nic z tego! - I właśnie dzięki temu "Upadające królestwa" zasłużyły na kolejny punkt. Do tego piękny, magiczny świat i zakończenie pozostawiające spory niedosyt zmuszający do sięgnięcia po kolejną część.

Ale jest coś jeszcze na prawdę wyjątkowego, z czym nie spotyka się za często - czytając różne powieści często nie ma się problemu z opowiedzeniem się po którejkolwiek ze stron. Tu czarno, tu biało, tam są ci źli, których ci fajni muszą pokonać. A w "Upadających królestwach"? Tu to rzecz praktycznie niemożliwa. Gdybym poznała całą historię jedynie oczami księżniczki Auranosu byłabym pewna, że z Limeros to "ci źli. Ale gdyby historię opowiadał tylko Jonas z Paelsii, Limeranie byliby dla mnie tylko niewrażliwymi, myślącymi tylko o własnej sakiewce paniczykami... ilu bohaterów, tyle zupełnie innych spojrzeń na świat. Właśnie, a skoro już o bohaterach mowa warto i im poświęcić krótką chwilę - nie ma tam kryształowych chłoptasiów, czy dziewczynek odważnych i nierealnych do bólu. Powiedzmy, że nie ma tam nikogo idealnego i wszyscy popełniają błędy, za które muszą słono płacić. 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
1 2 3 4 5